Henryk Boruta

Henryk Boruta

By: andrzej | No Comment | rekomendacje

Lata od 2010r
XCC 2011 – 6 miejsce w klasie fun
najdłuższy przelot – 130 km

Długi tekst, ale warto przeczytać !

Latanie – moja miłość

Latanie – moja miłość. Było ich kilka w moim życiu, lecz przy tej, wszystkie pozostałe bardzo poszarzały. Jak wiele razy też, realizując jakieś życiowe pragnienia, dochodziłem do celu okrężnymi drogami. Nie uważam tego jednak za stratę czasu, ponieważ to, co przychodzi szybko i bez trudu nie ma takiej wartości jak coś, w co trzeba było włożyć sporo wysiłku. Ale czyż o prawdziwą miłość nie trzeba walczyć? … i jakże potem wybornie smakuje. Tak trudna droga to też coś bezcennego … doświadczenie. Pozwala ono inaczej patrzeć na otaczająca nas rzeczywistość, weryfikować to, co czasem upiększa ludzka niefrasobliwość, nasza wyobraźnia i pragnienia oraz krytycznie oceniać … i dzięki temu czasem przetrwać.

Moja droga pod chmury zaczęła się w dzieciństwie i młodości, w sąsiedztwie lotniska, z którego obecnie mogę wzbić się w powietrze. Marzenia, które rodziły się, gdy jako chłopiec chodziłem z głowa uniesiona w górę i obserwowałem startujące samoloty lub kolorowe czasze spadochronów. Namiastką latania było wtedy klejenie latawców oraz modeli samolotów, które unosiły się tam, gdzie ja chciałem się wznieść. Trzy lata temu przez przypadek / a może nie przypadek?/ zobaczyłem w górach paralotniarzy. Stałem i jak urzeczony wpatrywałem się przez kilka godzin w kolorowe ptaki na niebie. W tym momencie już zacząłem latać. Decyzja była nieodwołalna. Powiedziałem koledze, z którym byłem, że w tym roku nauczę się latać, zdobędę licencję / jeszcze wtedy nie wiedziałem, nazywa się to świadectwo kwalifikacji/ i polecę z góry, gdzie postanowiłem zacząć. Emocje po tym doświadczeniu były tak ogromne, że nie przespałem nocy, wyobrażając sobie jak to jest unieść się w powietrze. Zaczęła się nauka. Właściwie to zanim się zaczęła, był zakup sprzętu. Ja po prostu wiedziałem, że będę latał i nawet chwili nie zastanawiałem się nad tym. czy robię dobrze zaczynając od kupna skrzydła i reszty. Potem kurs I stopnia …i rozczarowanie. Owszem … uczą latać, ale …

Następnie kolejna szkoła, II etap …egzamin i mam upragnione ŚK (Świadectwo Kawlifikacji). Ale tez kolejne rozczarowanie … potrzebowałem nauczyciela – opiekuna, a nie kogoś, kto pomoże zdobyć „prawo jazdy” , odpinając boczne kółka od rowerka. Tak więc kolejna decyzja chwili … sam spróbuje. Pierwsze samodzielne doświadczenia … pierwsze samodzielne latanie. Pierwsza termika. Ale w tym sporcie źle samemu i doświadczenia samemu zdobywane są często co najmniej nieprzyjemne. Ale moja determinacja została w końcu nagrodzona. Realizując ostatnie postanowienie czyli lot ze Stogu Izerskiego, spotkałem na startowisku człowieka, który sprawił, że zrozumiałem, co to znaczy latać i jak stać się pilotem.

Tą osobą jest do dziś Marcin Gorayski. W rozmowie z nim zapytałem wprost czy pomoże mi nauczyć się latać tak jak on. Że pragnę latać swobodnie i przelotowo. Uśmiechnął się serdecznie i odparł, że z wielką przyjemnością. Nie ukrywam, że poczułem się jak wybraniec. W końcu podał mi rękę ktoś, kto wyznaczył niemal wszystkie granice w lataniu przelotowym na paralotniach. I tak reszta roku upłynęła na wspólnym lataniu z Gorayem. Stał się moim serdecznym kolegą, na którego wielokrotnie mogłem liczyć w trudnych chwilach. I jak na dobrego kolegę oraz nauczyciela przystało niejednokrotnie gdy mnie poniosło dostawałem takie opier… , że miałem wilgotno w gaciach. Teraz wiem, że miał rację. W końcu tez poczułem, że ktoś się o mnie troszczy.

Przyszedł jednak moment, gdy usłyszałem, że powinienem odbyć III etap szkolenia, bo takie latanie w naszych warunkach niewiele już wniesie w moją naukę. Co mam zrobić i z kim?…zapytałem. Jest szkoła prowadzona przez moich kolegów, którzy robią to dobrze i z wielkim sercem…. Usłyszałem. Przy nich nauczysz się tego, czego ja cie nie mogę nauczyć. …

I tak usłyszałem o Bąblu i Balonie, szkole Fly 2 Live i całej gromadzie ludzi, z którymi będę spędzał większość wolnego czasu. Kolejny przełom w mojej karierze pilota. Wyjazd do Bassano i na Lijak. Niezapomniane przeżycia z pierwszego poważnego latania w wysokich górach, bezcenne doświadczenia zdobywane w poczuciu bezpieczeństwa i dobrej opieki.

I kolejny uśmiech od losu, bo można być dobrym rzemieślnikiem i nieźle żyć z fachowo wykonywanej pracy, ale żeby być do tego dobrym nauczycielem, trzeba mieć to coś … serce, empatię i umiejętność dzielenia się dobrymi emocjami z tymi, których się bierze pod opiekę. Później też przyjaciela, z którym realizuje się wspólną pasję i cieszącym się moimi sukcesami. I tylko w otoczeniu takich właśnie ludzi, potrafiących przekazać wiedzę i doświadczenie wraz z uczuciami można przemienić pasje w miłość. Czasem najbardziej nawet pokręcona i trudna droga dzięki wytrwałości doprowadzi do celu. A złe doświadczenia naucza dostrzegać to, co dobre i wartościowe. Niech moim podziękowaniem za to, co dla mnie zrobili ludzie, którzy pomogli zrealizować moje marzenia, będzie to, że nazwę ich przyjaciółmi … dla mnie to określenie ma wielka wartość.

Henryk Boruta